W obronie poezji, poetów i Rymkiewicza

Drukuj

Czy poezja musi być uwikłana w politykę? Czy jeśli poeci się w nią wikłają, to czy należy to pogłębiać i eskalować? Czy nagroda literacka za całokształt twórczości musi być wynikiem przepychanek pod tytułem „kto – kogo”? Czy musi być wynikiem sympatii bądź antypatii politycznych? Te wszystkie pytania samoistnie cisną się na usta, gdy czytam liczne negatywne komentarze po nagrodzeniu Jarosława Marka Rymkiewicza literacką nagrodą im. Juliana Tuwima. Czytam i nie mogę wyjść ze zdziwienia jak bardzo część łódzkiego środowiska literackiego jest oburzona zasłużonym laurem dla autora „Zachodu słońca w Milanówku”.

Rymkiewicz

Przewracanie się w grobie

Wybór laureata, jak każdy subiektywna decyzja jury, może wywoływać kontrowersje i polemiki. To nawet dobrze, bo sprawia, że nagroda żyje, nie jest letnia, o coś w niej chodzi, wreszcie sama poezja nabiera rumieńców i wigoru. Niemniej, szczerze powiedziawszy, jestem zdumiony, może nie samym werdyktem (część krytyków Rymkiewicza docenia przecież jego dorobek i kunszt), ale poziomem emocjonalności, przegotowywanymi petycjami protestacyjnymi, a także niektórymi argumentami. Niezwykle mocna teza, o tym, że Julian Tuwim, a także niedawno zmarły, kochany przez niemal wszystkich łódzkich przedstawicieli kultury, Zdzisław Jaskuła przewracaliby się w grobie na wieść o tym werdykcie, jest tyleż efektowna, co niefalsyfikowalna. Czy w takiej sytuacji, lubiący przecież ryzykowne rzeczy, Zdzisław Jaskuła odmówiłby podwojów zarządzanego przez siebie teatru, w którym honorowano zasłużonego poetę? Te pytania na zawsze pozostaną w próżni. W tej sprawie mogę jedynie powiedzieć tyle, że gdy wystawiano na deskach Teatru Nowego sztukę „Samuel Zborowski” w październiku 2013 r., postanowiono do oryginalnego tekstu Juliusza Słowackiego implementować także i pewien kluczowy fragmenty niebywale ciekawej, ale i kontrowersyjnej książki Rymkiewicza pod tym samym tytułem. Zdzisław Jaskuła nie tylko o tym wiedział, lecz także bez jakichkolwiek zastrzeżeń aprobował. Więcej, był do tego pomysłu wyjątkowo pozytywnie nastawiony. Wiem, co mówię, gdyż wraz z historykiem Kazimierzem Wóycickim byłem wtedy zaproszony do wewnętrznej dyskusji na ten temat i nie zauważyłem żadnej specjalnej awersji wobec twórczości Rymkiewicza a przecież już wtedy znany był wszystkim słynny wiersz „Do Jarosława Kaczyńskiego”, na którego to teraz z lubością powołują się wszyscy krytycy werdyktu. Oczywiście nie wiem jaki obecnie byłby stosunek dyrektora Teatru Nowego do postaci Rymkiewicza, ale w mojej ocenie (albo, jak kto woli, przypuszczeniu), zwyciężyłoby podejście – polityka to jedno, lecz sztuka winna być wolna i nieskrepowana.

Lubić się jak Słowacki z Mickiewiczem

Drugą dość dziwną dla mnie tezą pojawiającą się w toczącej się dyskusji nad przyznaniem nagrody Rymkiewiczowi jest argument, który, w dużym skrócie, mówi, że przecież autor „Samuela Zborowskiego” w przeszłości nie za bardzo cenił twórczość Juliana Tuwima, a wręcz miał na jego punkcie daleko idący kompleks. Z faktami się nie polemizuje i faktycznie przytaczane niepochlebne i mocno krytyczne słowa Rymkiewicza o Tuwimie jak najbardziej miały miejsce. Zresztą powtarzane były przez autora „Rejtana” wcale nie sporadycznie, lecz dość często. Tyle że cóż to miałoby oznaczać? Czy to pierwszy wypadek, gdy poeci o sobie mówią krytycznie? Czyż poeci nie mogą się nie lubić, a nawet wręcz nie cenić? Podam przykład hipotetyczny, ale wymowny. Jak wiadomo, dwóch najwybitniejszych twórców doby romantyzmu, Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, mówiąc oględnie nie przepadali za sobą. Bardzo często dochodziło między nimi do polemik i sporów w kwestiach światopoglądowych. Zwłaszcza jeśli chodziło o literaturę i sytuację w Polsce. Mickiewicz polemicznie podchodził w zasadzie do każdego dzieła Słowackiego, z kolei autor „Grobu Agamemnona” nie pozostawał mu zbytnio dłużny. I teraz wyobraźmy sobie taką oto sytuację, że po udanym powstaniu listopadowym w 1831 r. Polska szczęśliwym zbiegiem okoliczności odzyskuje niepodległość. Po śmierci Słowackiego, który zmarł w 1849 r., powstaje poetycka nagroda jego imienia, a jednym z pierwszych laureatów jest nestor polskiego romantyzmu, Adam Mickiewicz. Jak brzmiałaby wtedy publicystyczna argumentacja? Czy pisano by, że w zasadzie nie wypada, by autor „Dziadów” mógł sięgnąć po zaszczytny laur takiej nagrody, gdyż niegdyś bardzo surowo traktował swojego kolegę po fachu? Właśnie dlatego nie mogę do końca serio potraktować finezyjnych szpil, które niektórzy krytycy werdyktu łódzkiego jury próbują w ten sposób wymierzyć Rymkiewiczowi.

Rymkiewicz dla każdego

By nie pozostawiać wątpliwości, postawię sprawę jasno, ale uczciwie – od lat jestem pod ogromnym urokiem poezji Rymkiewicza. Natomiast z częścią jego prozy się zgadzam, z częścią nie – choć każda z jego prac, na czele z kontrowersyjnymi pozycjami jak „Wieszanie” czy „Kinderszenen”, jest świetnie napisana, nie pozostawia czytelnika obojętnym, wręcz aktywizuję go choćby przeciwko tezom, które głosi. Nie będę też udawał – Rymkiewicza uważam za jednego z najwybitniejszych żyjących Polskich poetów. A na pewno ostatniego – po nie tak dawnej śmierci Tadeusza Różewicza – z tzw. „starych wielkich”. Dla jasności przekazu dodam też, że moje polityczne poglądy są diametralnie różne od obecnego ideowego credo (kiedyś było inne, że przypomnę „Rozmowy polskie latem 1983”) Rymkiewicza. Powiem tylko, że mój historyczny światopogląd zbudowany jest wokół tradycji Polskiej Partii Socjalistycznej i żydowskiego Bundu. Ale czy to w ogóle powinno mieć jakieś znaczenie? Czy ktoś, kto ma lewicowe poglądy, nie może cenić „piewcy Jarosława Kaczyńskiego”? Dla Kingi Dunin widocznie ma to znaczenie, niemniej pragnę jej przypomnieć, że przecież nie za peany o „ugryzieniu żubra w dupę” Rymkiewicz wpisał się na trwale i nierozerwalnie w polską kulturę. Czy polityczne poglądy, nawet jak najbardziej radykalnie prawicowe, dla kogokolwiek, kto zajmuje się literaturą i poezją winny być wyznacznikiem? A jeśli już, to czy mają mieć one znaczenie decydujące? Takie myślenie jest małostkowe. Czy dla większości kochających poezję naprawdę nie jest ważne jakie utwory ma w swoim dorobku autor takich książek jak „Umschlagplatz”? Czy kilka współczesnych, „zaangażowanych” wierszy, napisanych w logice „religii smoleńskiej” lub opowiadających się za konkretnymi siłami politycznymi, może zniweczyć i przekreślić tak bogaty dorobek poetycko-literacki, jakim legitymuje się Rymkiewicz? Mnie trudno w to uwierzyć. Zresztą czyż zaangażowanie się poety w ideowy spór albo w konkretną ideologię jest wyjątkową przypadłością Rymkiewicza? W historii polskiej kultury XX w. takich przykładów jest mnóstwo. Wystarczy wymienić samego patrona łódzkiej nagrody – Juliana Tuwima, Władysława Broniewskiego, Brunona Jasieńskiego lub Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i wielu innych. Czy ich polityczne zaangażowanie niweluje ich poezję, przekreśla ich dorobek? Przecież to obłęd.

Epilog, czyli poezja

Na koniec pozwolę sobie zacytować jeden z moich ulubionych wierszy Rymkiewicza zatytułowany „Koty niosą gawrona” z tomu „Do widzenia gawrony” wydanego w 2006 r., będącego kontynuacją nagrodzonego NIKE „Zachodu słońca w Milanówku”.

Koty niosą gawrona mają go w kawałkach
To nic to tylko zwykła jesienna rozwałka
Jesienna egzekucja pod murem jesieni
Tam gdzie jedna pokrzywa jeszcze się zieleni

To nic to tylko gawron jego dziób i nogi
Październik dla gawronów to miesiąc złowrogi
To Bóg który już umarł teraz gnije skrycie
To nic to tylko boże przenajświętsze gnicie

Bóg te czerwone liście gawron rozszarpany
Przestrzeń która otwiera swoje cztery ściany
Bóg jesieni, bóg jesień, bóg kret w październiku
Co do kotów moralność kocia jest w zaniku

Przestrzeń lub kategoria zanikłej przestrzeni
Ja te koty potępiam ale co to zmieni
Czerwone liście lecą przez to co przegniło
Przez ciało co to samo sobie się przyśniło

Ciało boga gawrona albo boga kreta
Jest to coś co dostrzega wyłącznie poeta
Liście lecące w prześwit umarłego ciała
Jest to bóg jesień przestrzeń która się rozwiała

Czerwony płaszcz rzucony na nagą dziewczynę
Na ciało które stygnie orzech lub leszczynę
Na zimne nagie ciało ciało boga jeża
Bóg gnije i nikt nie wie ku czemu to zmierza

Na ciało boga kreta lub boga dzięcioła
I nikt nie wie co będzie w środku i dookoła
Dookoła boga kreta lub boga kreciccy
Czerwony płaszcz i pod nim ciało okolicy

Martwe ciało przestrzeni na oścież otwarte
I trzy zębate koty mijają przy nim wartę
I niosą mi tu w zębach gawrona w kawałkach
To bóg umarł to tylko jesienna rozwałka

To jeden z wielu wybitnych wierszy – najlepszych dowodów za słusznością nagrody im. Juliana Tuwima dla Jarosława Marka Rymkiewicza. Czy nie jest to kolejna, piękna poetycka przewrotność?

 

Niniejszy tekst jest rozszerzoną wersją artykułu, który pierwotnie ukazał się 28 grudnia 2015 r. na łamach „Dziennika Łódzkiego”

http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/9236251,w-obronie-poezji-poetow-i-rymkiewicza,id,t.html

Czytaj również
  • Picador

    Jak dla mnie Rymkiewicz – czy to w tekstach „zaangażowanych”, czy nie – nie ma zupełnie słuchu poetyckiego. Cokolwiek jego czytam, trąci naiwnym, (przed)szkolnym rytmem i częstochowizną, co nadaje utworom – skądinąd być może i godnym uwagi – posmak estetyki podrzędnych piosenek pop a’la Radio Eska. Nawet jeśli to świadome decyzje Autora, a nie niedostatki warsztatu, to, przynajmniej w kontekście nagrody imienia, doskonałego przecież technicznie, Skamandryty, brońmy Słowa!

  • Janek Rojewski