Nieuchwytne zło – recenzja filmu „Czerwony pająk”

Drukuj

„Czerwony pająk” Marcina Koszałki to film nieoczywisty i trudny. Jego nietypowość polega na tym, że wszędzie tam gdzie, reżyser mógłby „dodać obrazowi skrzydeł” ewidentnie je podcina. Wbrew pozorom to świadomy wybór. Niemniej właśnie dlatego obraz utrudniający widzowi interpretację sprawia, że fabularny debiut Koszałki jest intrygujący i niezmiernie ciekawy.

pająk 6

Antythriller

Fabuła filmu łączy w sobie dwie tzw. krakowskie „miejskie legendy” – całkowicie fikcyjną historię o Lucjanie Staniaku zwanym „czerwonym pająkiem”, a także autentyczną opowieść o nastoletnim seryjnym mordercy Karolu Kocie znanym jako „wampir z Krakowa”. I Choć nawiązania zwłaszcza do wątków związanych z Kotem są w filmie oczywiste, to jednak Koszałka tworzy absolutnie oryginalną i autonomiczną opowieść. Po pierwsze mamy do czynienia z czymś co moglibyśmy nazwać antythrillerem. Jeśli kiedyś na przykładzie filmów Serio Leone ukuto termin antywestern – to Marcin Koszałka stworzył klasyczny polski antythriller. Podstawowym zagadnieniem filmu nie są morderstwa ani tym bardziej milicyjne śledztwo, które ma wykryć sprawcę. Nie jest ważna także psychoza faktycznie panująca wtedy w Krakowie. Wszystko to jest wtórne, gdyż dla Koszałki najważniejsze jest samo pytanie o istotę i żywotność zła. A także, co równie istotne, o jego ponadczasową i popkulturową fascynację. Istotnym czynnikiem warunkującym „Czerwonego pająka” jest to, że zrobił go dokumentalista. To „wartość dodana” obrazu. „Fabuły robi się dzisiaj często tak, żeby udawały dokument – mówi Koszałka. Mnie ciekawi proces odwrotny: nadanie dokumentowi szlifu fabularnego, szlachetnej formy wizualnej.” Właśnie w taki sposób został zrobiony „Czerwony pająk” – z ostrożnością dokumentalisty, który wreszcie może w pełni „dysponować” rzeczywistością. Możliwość kreowania fikcji dała Koszałce wiele narządzi do balansowania, gubienia tropów i zacierania śladów. Osobnym walorem są również świetne zdjęcia, które budują mroczną i ponurą aurę Krakowa, gdzie unosi się nie do końca zdefiniowane zło. Dlatego właśnie „Czerwony pająk” zaczyna i kończy się na tajemnicy. Niby historia seryjnego mordercy „zwyczajnego weterynarza” Staniaka (świetny Adam Woronowicz) i fascynującego się nim nastoletniego Karola Kremera (bardzo dobry Filip Pławiak) pozwala nam zgłębić mroki ludzkiej duszy – ale ostatecznie na wszystkie pytanie jesteśmy zmuszeni odpowiedzieć jedynie przypuszczeniami. Widz pozostaje bezradny, nie jest wstanie zrozumieć motywacji Kremera. Dlaczego postanowił przyznać się do wszystkich zbrodni Staniaka? Sam, choć morderca mu imponował, nie okazał się być przecież zdolnym do mordu. Jaką rolę w jego akcie porzucenia świata „normalnych ludzi” i świadomego skazania się na karę śmierci spowodowało zabicie Danki, fotoreporterki i w zasadzie swojej dziewczyny (sugestywna Julia Kijowska) – którą pod młotek Staniakowi, sam zaprowadził?

Dr. Jekyll & Mr. Hyde

Początkowo może się wydawać, że postacie Karola Kremera i Lucjana Staniaka to w zasadzie jedna i ta sama osoba rozbita jedynie na dwa równoległe byty. Faktycznie taki opis da się przedstawić w myśl znanej dychotomii – Dr. Jekyll & Mr. Hyde. Staniak reprezentuję tę zaskakującą banalność zbrodni, Kremer natomiast niewinność przechodzącą w chorobliwą fascynację złem, które w nim z wolna kiełkuję. Widać to gdy po raz pierwszy styka się z ciałem zamordowanej ofiary tuż po kolejnym zabójstwie „zwykłego weterynarza”. Widok zgładzonego chłopca wraz z pulsującą krwią, nie odrzuca go tylko inspiruję. Problem polega jednak na tym, że na dobrą sprawę nie ma filmie Koszałki żadnego wyraźnego punktu kulminacyjnego a temperament Karola Kremera jest jakby constans. Jego twarz maluję się jako nieodgadniona. To prawda osobowości głównych bohaterów przenikają się, ale gdzie następuje ukąszenie? Gdzie faustowskie podpisanie cyrografu? A może kluczem jest zdanie, które Kremer wypowiada do Danki – że jako utalentowany skoczek do wody być może jest najlepszy, ale tylko w Krakowie. Że chęć przejścia do historii, unieśmiertelnienia się na wieki, okazuje się tą pokusą, której nie potrafił się oprzeć? Przeraźliwa szarzyzna peerelowskich lat 60. świetnie odtworzonych przez Koszałkę stanowią dla tego rozważania doskonałe tło. Także relacje rodzinne Kremera z matką i ojcem z pewnością nie są dla niego oparciem. Po przyznaniu się do morderstw Kremer staję się „gwiazdą” mediów epoki gomułkowskiej i to do tego stopnia, że rozdaje autografy zajmującemu się jego sprawą funkcjonariuszowi MO. Czy o to mu chodziło? Tu znów Koszałka zaciera ślady. Scena egzekucji może przypominać nam trochę „Krótki film o zabijaniu”, choć u bohatera „Czerwonego pająka” zdecydowanie mniej jest zwierzęcej walki o życie niż u Kieślowskiego. W końcowych scenach obrazu Koszałka jakby wraca to tezy o unieśmiertelnianiu zła poprzez wciąż istniejące i nieznikające po latach zainteresowanie Kremerem – a co z jego alter ego? Staniak pozostaje zapomniany, popkultura nie potrzebuje banalnego mordercy, ale prawdziwego wampira z Krakowa.

pająk 2

Urok Świetlickiego

Skłamałbym gdybym powiedział, że nie wyczekiwałem filmu Koszałki. Wyczekiwałem i to bardzo. Od czasu gdy, jeszcze jako licealista usłyszałem słynny utwór o Karolu Kocie śpiewany przez Marcina Świetlickiego – ta historia żywo mnie zainteresowała. Tym bardziej, że prawdziwa historia Kota (filmie w zasadzie są jej jedynie strzępy) jak na PRL, była mocno nietypowa a sam bohater specyficzny. Na pewno nie mogę powiedzieć, że „Czerwony pająk” mnie jakoś zawiódł czy rozczarował. Raczej dawno nie widziałem obrazu, który tak świadomie pozamazywał wszelkie możliwe klucze do jego zrozumienia. Koszałka zawsze tam gdzie mógłby rzucić trochę światła skuteczne tworzy mur nie do przejścia. I może to jest największą zaletą filmu – utkany jest z pytań na które nie znamy odpowiedzi. Zło w tym filmie jest jak tytułowy czerwony pająk, nieuchwytne, choć zostawiające ślady na śniegu. A mnie zostaje powiedzieć za Świetlickim: „śnieg pada, śnieg pada, maszeruję przez sen, mnożę się…”.

Pierwotnie tekst ukazał się na łamach Gazety Trybunalskiej:

http://gazetatrybunalska.pl/2015/12/nieuchwytne-zlo-recenzja-filmu-czerwony-pajak-w-rez-marcina-koszalki/

Czytaj również