Dlaczego zagłosuję na „Razem”

Drukuj

Mam nadzieję, że 25 października będziemy mogli z uśmiechem na ustach powiedzieć – parafrazując słowa aktorki Joanny Szczepkowskiej – że tego dnia skończył się w Polsce postkomunizm a narodziła się wreszcie prawdziwa lewica!

RazemMy sieroty

Jestem historykiem, rocznik 1979. Jak przez mgłę pamiętam koniec PRL, podobnie Okrągły Stół, a także wybory 4 czerwca, gdy każdy kandydat Solidarności obowiązkowo robił sobie zdjęcie z Lechem Wałęsą. Czemu to przypominam? Bo nigdy wcześniej publicznie nie deklarowałem swoich wyborczych preferencji. Nigdy też tego nie manifestowałem, choć od uzyskania pełnoletniości w 1998 r., uczestniczyłem we wszystkich wyborach w III Rzeczypospolitej. Teraz również czynie to z pewną ostrożnością, gdyż jako historyk chcę pozostać bezstronny – niemniej jednak, każdy ma jakieś poglądy polityczne i swój ideowy background. Chcąc uniknąć wzniosłości, muszę jednak powiedzieć, że nigdy wcześniej nie ogarnął mnie tak autentyczny entuzjazm i poczucie sprawczości polityki, jak w ostatnich tygodniach. Zresztą to przemożne wrażenie wcześniejszego marazmu a dziś kiełkującej nadziei, mogę intuicyjnie nazwać doświadczeniem części mojego pokolenia. Pokolenia ludzi definiujących swe poglądy jako lewicowe. Otóż dotychczas nie mieliśmy swojej partii czy ruchu społecznego, które spełniałyby chociaż minimalne wymagania ugrupowania szczerze lewicowego. Ci którzy się za takie uważali, traktowaliśmy jak bezideowe bagno. Przykład „cudownego dziecka SLD” Dariusza Jońskiego, który karierowiczostwo „wyssał z mlekiem matki” obrazuje to chyba najtrafniej. Twierdziliśmy, że politykę najlepiej omijać z daleka, bo brudzi i od zawsze kojarzona była z moralnym relatywizmem. Oczywiście nie tylko jako historyk, miałem w pamięci piękny mit pierwszej „Solidarności”. Wiedziałem, że mimo iż Związek faktycznie nigdy nie był jednością, to jako wielki ruch społeczny lat 1980/81 ze swą afirmacją demokracji był na tyle wiarygodny i autentyczny, że dzięki temu zmienił historię Polski a poniekąd i Europy. Zarówno delegaci pierwszej Solidarności, jak i jej szeregowi członkowie, mimo ostrych wewnętrznych sporów, mieli do siebie przynajmniej elementarne zaufanie. Marzenia, które 13 grudnia 1981 roku zostało brutalnie rozjechane przez gen. Jaruzelskiego, nie udało się już niestety odtworzyć a skumulowany kapitał społeczny bezpowrotnie wyparował. W przełomowych momencie wyborów 4 czerwca 1989 r. frekwencja wyniosła 63 proc., później aktywność społeczna Polaków już tylko pikowała w dół. Po 26 latach istnienia wolnej Polski, mam poczucie, że w kwestii społecznej aktywności i społeczeństwa obywatelskiego doszliśmy praktycznie do ściany. Inercja i atrofia są w Polsce powszechne a klasa polityczna od dawna nie odpowiada już na wyzwania współczesności.

Spółka PRL

Wychowany i ceniący tradycję przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej i żydowskiego Bundu od zawsze odrzucałem postkomunizm, uważając go niezmiennie za jeden z grzechów pierworodnych wolnego państwa. Homo sovieticus ciągle istniał i wykazywał zdolność zdumiewającej mutacji. Dlatego też w III RP od zawsze miałem kłopot z głosowaniem na „lewicę”. Niby była, ale przecież jej nigdy nie było. Sojusz Lewicy Demokratycznej jako spadkobierca PZPR był tej lewicy największym zaprzeczeniem. Był też głównym hamulcowym odrodzenia się normalnej socjaldemokracji w Polsce. To SLD, jako postkomunistyczny spadkobierca PZPR, od początku transformacji skutecznie zawłaszczył lewicowy szyld, sprowadzając go początkowo do zwykłego resentymentu za Polską Ludową. To na tej tęsknocie a także na wewnętrznych i nieuniknionych podziałach postsolidarnościowych środowisk zbijano polityczny kapitał. Od zarania SLD ukształtowała się jako partia władzy, bo przecież nawet jeśli akurat nie rządziła, to cała jej ideowość sprowadzała się do oczekiwania na kolejną szansę rządzenia. Ta bezideowa mentalność nakazywała używać socjaldemokratycznych sloganów czysto instrumentalnie. SLD funkcjonowało jako straż branżowa „spółki PRL”, dbając jedynie o dawnych przedstawicieli nomenklatury, byłych esbeków, szeregowych partyjniaków czy emerytowanych oficerów LWP. Solidarność biografii i technokratyzm w rządach to było ich jedyne paliwo. Jak można było na taki twór głosować? Nie można było… Skoro nie na program, to nie pozostawało nic innego, jak głosować z sentymentu. Oddawałem głosy na Unię Wolności – ugrupowanie byłych członków KOR i Solidarności. Płakałem po odejściu z polityki Ryszarda Bugaja czy Karola Modzelewskiego, co tylko zwieńczyło koniec wciąż istniejącej, choć karykaturalnej dziś Unii Pracy. Następnym krokiem było oddawanie głosów nieważnych, a niekiedy i w myśl zasady mniejszego zła. Coraz bardziej popadałem w apatię, co dodatkowo potęgował żenujący poziom debaty między dwoma największymi ugrupowaniami: PO i PiS. Polityka stała się fasadowa – wydawało się, iż nie ma w najbliższym czasie żadnych widoków na świeży powiew i oczekiwaną zmianę.

Razem czyli wspólnota

Tymczasem zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się na horyzoncie prawdziwie demokratyczna partia! Faktycznie oddolna, obywatelska i niezależna. Gromadząca ludzi, którzy wcześniej raczej nie angażowali się w politykę – co w tych okolicznościach tylko przysparza im w moich oczach wiarygodności. Prawdziwi, a nie wykreowani przez spin doktorów, niebędący wydmuszkami politycznego PR. Wzbudzają zaufanie i mówią przystępnym, zrozumiałym dla każdego językiem. Unikają korporacyjnej nowomowy i nie pozują na wszechwiedzących. Skupiają się na sprawach węzłowych dla polskiego społeczeństwa i polskiej gospodarki. Nie uciekają w zastępcze spory światopoglądowe, a od dogmatycznych formułek ideowych ważniejsze są dla nich fakty i rzetelne raporty. Wygląda na to, że merytoryczny spór, a nie jałowe okładanie się maczugami – to ich prawdziwy żywioł. Gospodarka, reforma systemu podatkowego, program budownictwa mieszkaniowego, zmiana podejścia do służby zdrowia, walka o stabilne zatrudnianie – to podstawowe sprawy, które ich żywotnie interesują. Prezentują w tych obszarach również konkretne i dobrze przemyślane odpowiedzi. Można się o nie spierać, ale najważniejsze, że przywracają polskiej polityce dawno zapomnianą już powagę. Socjaldemokratyczny program partii „Razem”, tak podsumował Wojciech Orliński: „Gospodarka wolnorynkowa, ale z silną obecnością państwa, jako regulatora i inwestora w tych gałęziach gospodarki, których nie można puścić na rynkowy żywioł. Przemysł jako główna gospodarcza lokomotywa. Ostra progresja podatkowa, służąca nie tylko maksymalizacji wpływów, ale także wypłaszczaniu nierówności. I co najważniejsze: polityka gospodarcza zmierzająca do jak największego zatrudnienia na pełnoprawnych etatach.” Jednak najważniejszym dla mnie fundamentem partii „Razem” jest wspólnotowość! To jakby cicha realizacja testamentu pierwszej Solidarności. Na sztandarach „Razem” wyryta jest bowiem społeczna solidarność i przemożna chęć, byśmy ponownie ją w sobie obudzili. Byśmy na powrót stali się społeczeństwem, które potrafi zdefiniować swoje pragnienia i cele. Byśmy przestali być, jak do tej pory, grupkami zatomizowanych i z trudem znoszących się nawzajem jednostek. Pierwszy raz jakaś „partia” (słowo to w III RP skutecznie zostało skompromitowane) rozbudziła u mnie autentyczny entuzjazm i chęć działania. „Razem” się to udało i to mimo mojego wrodzonego sceptycyzmu i malkontenctwa. Przyznaję, że nigdy w życiu nie zbierałem podpisów pod listą żadnej partii, brzydząc się bycia funkcjonariuszem czy aktywistą „tfu” partyjnym. Tymczasem w tym przypadku z własnej i nie przymuszonej woli pomogłem na skromną skalę zebrać kilkanaście podpisów. Przekonywałem też znajomych do lepszego poznania politycznych celów „Razem”. Wreszcie, jak wielu moich rówieśników o lewicowych poglądach mam swoją reprezentację polityczną. Wreszcie możemy bez poczucia zażenowania i wstydu głosować na ludzi, których znamy, cenimy i po ludzku lubimy. 26-letnia, już nieco okrzepła III RP jak powietrza potrzebuje autentyzmu. „Razem” jest na to świetną odpowiedzią.

Duch pierwszej Solidarności

Dla mnie, jako historyka ważny jest też i pewien symboliczny kontekst głosu na „Razem”. Głos na autentyczną lewicę, to także głos za hasłem „zero złogów postkomunistycznych i pseudolewicowych”. To głos za złożeniem do grobu SLD, to głos za tym by wreszcie normalna Polska lewica mogła wbić osikowy kołek w ropiejący wrzód postkomunizmu. Gdy Adrian Zandberg na konwencji wyborczej Razem mówił że „to nie jest tak, że to marzenie pojawiło się dzisiaj, że pojawiło się wczoraj. Że pojawiło się wtedy, kiedy narodziło się „Razem”. To jest to samo marzenie, o które w sierpniu ‘80 r. upominali się strajkujący stoczniowcy”. To jest właśnie ta historyczna tożsamość do której powinniśmy powrócić. To w „Razem” odnajduję to niewidzialne iunctim z piękną przeszłością polskiej lewicy, o której nie wolno nam zapomnieć. To jest ten pomost między częścią tradycji pierwszej Solidarności, która mimo, że narosła kurzem niepamięci, wciąż się w nas tli. Tu leży ten ukryty i wierzę, że wciąż obecny duch patriotycznego PPS. Nie ma i nigdy nie było go pośród kolegów z KW i KC, Leszków, Włodków i Jurków, przefarbowanych reformatorów ze struktur poziomych, czy też tzw. szczerych demokratów przemawiających nad grobem Jaruzelskiego. Wreszcie możemy jasno i wyraźnie powiedzieć za jaką tradycją i historycznym światopoglądem się opowiadamy. Jak najlepiej to zrobić jeśli nie za pomącą kartki wyborczej? Jak dobitniej można wyprowadzić tego trupa z szafy? Mam nadzieję że 25 października będziemy mogli z uśmiechem na ustach powiedzieć, parafrazując słowa Joanny Szczepkowskiej, że tego dnia skończył się postkomunizm a narodziła się wreszcie prawdziwa polska lewica!

Dlatego zagłosuję na Razem! Inna polityka jest możliwa.

 

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach Gazety Trybunalskiej:

http://gazetatrybunalska.pl/2015/10/dlaczego-zaglosuje-na-razem/

Czytaj również
  • Ano Nimous

    Nie przypuszczałem, że są jeszcze w Polsce ludzie którzy świadomie mogą głosować na lewicę. No cóż… widać kretynizm jeszcze nie do końca w narodzie został wytrzebiony.

    • ISleepwalkerI

      Prawie 8% głosów zdobyła podczas wyborów parlamentarnych koalicja Zjednoczona Lewica, 3,5 % głosów zdobyła Partia Razem. W sumie łatwo policzyć, że ok 2 miliony ludzi głosowało na lewicę – spora większość z nich świadomie. Sam nie głosowałem na lewicę ale też nie wiem co jest w tym kretyńskiego. No chyba, że utożsamiasz lewicę z komunizmem – wtedy odsyłam do artykułu.

      • Ano Nimous

        Nie, nie utożsamiam lewicy z komunizmem. Nie jestem korwinistą. Kretynizmem jest to dlatego, że wystarczy spojrzeć co lewica w Polsce i na świecie ma do zaoferowania. To dzięki lewicowym rządom w Europie jest to co jest. Multikulti, propaganda homoseksualna itd. Dlatego ja nie wierzę w żadne gadki ze strony lewicy o tym co na lepsze mogą zmienić. W przypadku lewicy „lepsze” rzadko kiedy idzie w parze z dobrem narodu.

        Pozdrawiam